Pożyczanie i udostępnianie e-booków – sprawa nie tak oczywista

naruszenia praw autorskich przestępstwa autorskie

Z praktycznego punktu widzenia to nic trudnego. Przecież to zwykły plik, można go skopiować, wysłać pocztą lub na chmurę, wymienić się z kimś… I tu zaczynają się przysłowiowe schody, bo kupienie e-booka nie oznacza, że możemy z nim robić, co nam się żywnie podoba. A wielu rzeczy, które są dla nas całkiem normalne robić nam nie wolno, natomiast niektóre z nich powinniśmy robić ze szczególną ostrożnością.

Zacznijmy od początku, czyli od nabycia naszej elektronicznej książki. Klikamy przycisk „kupuję”, następnie przechodzimy do płatności. Za każdym razem zaznaczamy przy tym, że zapoznaliśmy się z warunkami regulaminu, który zwykle klikamy nie czytając, bo to przecież tylko regulamin. Jeżeli nie jesteśmy zorientowani w prawach autorskich to tutaj właśnie popełniamy pierwszy błąd, ponieważ zwykle w takim regulaminie znajdziemy informacje o tym, co możemy robić z zakupionym plikiem, a czego robić nie możemy.

Przykładowo, pewien popularny sklep internetowy w swoim regulaminie zastrzega między innymi, że:

„Sprzedaż Pliku umożliwia korzystanie Pliku wyłącznie na własny użytek Użytkownika. Sprzedaż Pliku nie oznacza przeniesienia praw ani udzielenia licencji do utworów, artystycznych wykonań ani innych wkładów zawartych w danym Pliku. Inne, niż określone w niniejszym Regulaminie utrwalanie, zwielokrotnianie, a także wprowadzanie do obrotu oraz rozpowszechnianie Pliku wymaga zgody właściciela praw, za wyjątkiem przypadków wyraźnie dozwolonych przez prawo.”

Te kilka zdań zawiera w sobie praktycznie wszystko, co o udostępnianiu e-booków osobom trzecim moglibyśmy powiedzieć. Nic dodać, nic ująć. Ale dla wszelkiej jasności, omówmy każde z nich szczegółowo.

Co oznacza „korzystanie na własny użytek Użytkownika”? Pojęcie „własnego użytku osobistego”, z którym mamy tu do czynienia pojawia się w ustawie o prawie autorskim w art. 23, dotyczącym dozwolonego użytku i w tym sensie należy rozpatrywać powyższy zwrot. Ta swoista „licencja ustawowa” wynika z faktu posiadania przedmiotu prawa autorskiego. W związku z tym posiadaniem, możemy z cudzego dzieła korzystać na swój użytek. Instytucja dozwolonego użytku osobistego w szczególności sprowadza się do tego, że możemy skopiować utwór na wypadek utraty oryginału, udostępnić wśród grona najbliższych osób (pożyczyć, użyczyć, udostępnić w jakikolwiek sposób). Wykroczeniem poza granice dozwolonego użytku będzie zatem udostępnienie go osobom postronnym.

W tym momencie będziemy mieli do czynienia z realizacją znamion przestępstwa z art. 116 ust. 1 ustawy o prawie autorskim. Wbrew powszechnemu pojęciu uzasadnionym jest stwierdzenie, że rozpowszechnienie nie musi być publiczne, czyli skierowane do nieokreślonej liczby nieoznaczonych osób. Wystarczy, że zamiarem bezpośrednim sprawcy zostało objęte czynienie utworu ogólnie znanym, wiadomym, szerzej dostępnym i to niezależnie od tego, czy z utworem rzeczywiście zdołała zapoznać się znaczniejsza liczba osób [Z. Ćwiąkalski, Komentarz do art.115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, [w:] J. Barta, R. Markiewicz (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2011, teza 21]. Przyjęcie natomiast konieczności udostępnienia niekreślonej liczbie osób prowadziłoby do wprowadzenia przesłanki, o której nie ma mowy w znamionach tego czynu zabronionego.

Ponadto rozpowszechnienie ma nastąpić „bez uprawnienia lub wbrew jego warunkom”. Każde z tych znamion należy rozpatrzeć osobno. Słowa „bez uprawnienia” na gruncie omawianego przepisu wskazują, że sprawca podejmuje świadomie czynność, podczas gdy brak jest jakiegokolwiek tytułu prawnego dla jej dokonania. Zwrot „wbrew warunkom uprawnienia” należy rozumieć jako naruszenie zasad, na jakich rozpowszechnianie powinno być realizowane wykraczające poza zakres przyznanych uprawnień (udzielone przez uprawnionego licencje) [J. Raglewski, Komentarz do art.116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, [w:] D. Flisak (red.) Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, Warszawa 2015, teza 8 i 9].

Kupując utwór nie nabywamy praw autorskich ani licencji rozumianej jako upoważnienie do wykorzystywania utworu na określonych polach eksploatacji. Wchodząc w posiadanie utworu z urzędu dostajemy wskazaną wyżej „licencję ustawową” w postaci dozwolonego użytku. To w zupełności wystarczy nam, by cieszyć się utworem ściśle osobiście, bądź w naszym osobistym kręgu osób najbliższych.

Warto podkreślić, że opisane w art 116 przestępstwo dotyczy rozpowszechniania, nie nabywania (czyli w naszym przypadku utrwalenia), wejścia w posiadanie. Odpowiedzialność poniesie zatem jedynie osoba, która udostępniła utwór, samo pobranie takiego bezprawnie osadzonego w sieci pliku nie skutkuje odpowiedzialnością karną, o ile nie czynimy tego z zamiarem rozpowszechnienia.

W dalszej części przytoczonego fragmentu regulaminu jest mowa o utrwalaniu, zwielokrotnianiu, wprowadzaniu do obrotu oraz rozpowszechnianiu „Utrwalenie” polegać będzie na zapisaniu wskazanych w przepisie dóbr na odpowiednich nośnikach, w taki sposób, że możliwe jest co najmniej jednokrotne ponowne jego odtworzenie. „Zwielokrotnienie” oznacza natomiast zwiększenie dowolną techniką liczby egzemplarzy nośników chronionego dobra. Wskazać należy, że muszą to być nośniki umożliwiające zapoznanie się z dziełem w sposób bezpośredni za pomocą specjalnego urządzenia. [Z. Ćwiąkalski, Komentarz do art.117 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, [w:] J. Barta, R. Markiewicz (red.), Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, Warszawa 2011, teza 3,5,6]

Zarówno utrwalanie jak i zwielokrotnianie w celu rozpowszechnienia stanowią znamiona przestępstwa z art. 117 ust. 1 ustawy o prawie autorskim. Użycie w tym przepisie trybu ciągłego w przypadku znamion czasownikowych oznacza, że działanie nie musi być ukończone.

„Wprowadzenie do obrotu” wiąże się z sytuacją, w której wchodzimy w rolę sprzedawcy dzieła, a więc osoby, która posiadać powinna odpowiednią licencję na eksploatację utworu od podmiotu, któremu przysługują prawa autorskie. Czyniąc to bez odpowiedniego umocowania narażamy się na odpowiedzialność z art. 117 ust. 2 ustawy o prawie autorskim.

A teraz wielki finał dla ryzykantów: co jeśli mimo wszystko po prostu lubię ryzyko i wrzucę sobie kilka e-booków do powszechnie dostępnej chmury bądź wymienię się z kimś?

Od dawna mówi się, że w Internecie nikt nie jest anonimowy. Nie inaczej ma się sprawa w przypadku zakupu e-booków. Właściciele praw autorskich oraz licencjobiorcy w odpowiedni sposób zabezpieczyli się przez nieuprawnionym postępowaniem z przedmiotem praw autorskich. Stąd też powstały zabezpieczenia, który w prosty sposób uniemożliwią bezprawne korzystanie z książki (system DRM, w którym używane jest odpowiednie kodowanie pliku) lub też z łatwością doprowadzą do osoby, która będzie odpowiedzialna za nieodpowiednie używanie pliku (znaki wodne). E-booki są o tyle specyficzne, że bardzo prosto możemy zrobić bardzo wiele jego kopii. W przypadku książek papierowych mamy w swoim posiadaniu jeden egzemplarz, który może krążyć pomiędzy naszymi znajomymi. To jak będziemy nasze zbiory pożyczać/udostępniać jest kwestią naszego wyboru. Jednak podejmując niepewne działania, musimy się liczyć z jego ewentualnymi konsekwencjami.

Pamiętajmy zatem, że kopiując i posyłając nasz plik zawierający chronionego prawem autorskim e-booka nie mamy gwarancji, że nie pójdzie on dalej w świat. Najprawdopodobniej tak właśnie się stanie, a zabezpieczenie w postaci znaku wodnego zawierającego numer transakcji doprowadzi do pierwotnego właściciela książki elektronicznej i pozwoli na wyegzekwowanie od niego odpowiedzialności. Nie tylko karnej, ale również cywilnej, o której tutaj (klik)

Czy chcąc pożyczyć osobie bliskiej książkę możemy się ochronić od jakiejkolwiek odpowiedzialności uchronić? Wydaje się, że jedyną ochroną jest nasza świadomość prawa obowiązującego w tym zakresie, świadomość innych osób oraz – chyba najważniejsze – po prostu pewna postawa moralna uwzględniająca zasady słuszności. Pamiętam, jak nie tak dawno tworzone były kampanie na rzecz czytelnictwa. Teraz czytanie jest po prostu trendy. Chyba najwyższa pora, aby każdy użytkownik kultury poczuł się jak jej mecenas. Co nam zostanie, jeżeli na skutek naszych działań twórcy przestaną nam umilać życie swoimi dziełami? Dlatego kupujmy e-booki (i nie tylko!) – potraktujmy to jako dobrą inwestycję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *